RSS

Monthly Archives: January 2012

Japonia, dzień 2 – sushi i kibelek

Jak już wspomniałem wcześniej wysłano mnie tutaj do pracy. Jeżeli wam się wydaje że dużo pracujecie to muszę was wyprowadzić z błędu. W Polsce, w Anglii czy zapewne gdziekolwiek indziej w “zachodnim” świecie praca to wakacje. Osiem godzin dziennie, przerwa na lunch itp. Tutaj przyszedłem do biura lekko przed 9 rano i już kilka osób było. Wyszedłem po 22 wieczorem i to nie jako ostatni. Kyoko, z którą blisko współpracuję pracowała w niedzielę od 12 w południe, do 11 wieczorem. Tak, tak, w niedzielę. Nie każdy pracuje tutaj w weekend ale też to nie jest czymś dziwnym. Więc cieszcie się chłopcy i dziewczynki że pracujecie tylko osiem godzin dziennie i pięć dni w tygodniu :)

Biuro jest w odległości pięciominutowego spaceru od hotelu. Z racji braku nazw ulic czy numerów na budynkach znalezienie właściwego adresu graniczy z cudem. Oczywiście jeżeli szukamy sklepu to takowy posiada szyld, wystawę czy inne logo które łatwo zauważyć. Sytuacja się mocno komplikuje w momencie kiedy szukamy biura firmy a dookoła nas są same kilkunastopiętrowe biurowce. Całe szczęście że ludzie tutaj są życzliwi i nawet mimo że nie rozumieliśmy wzajemnie co jeden mówi do drugiego, byliśmy w stanie jakoś się “dogadać” i w końcu trafiłem do celu.

W ciągu dnia opuściliśmy biuro na chwilę w celu zdobycia pożywienia. Będąc w sklepie Kyoko pokazywała mi różne gotowe obiadki tłumacząc co to jest. Były to same dania ryżowe lub noodelsy. Zapytałem dlaczego nie ma sushi na co usłyszałem odpowiedź że oni wcale tak dużo sushi nie jedzą i to jest bardziej Japońska potrawa dla turystów niż, jakby się mogło wydawać, danie narodowe :)
Koniec końców w ciągu mojego długiego dnia pracy jadłem dwa obiadki i nie było to sushi.

 

W pewnym momencie zaszła potrzeba wyprawy do przybytku gdzie nawet król chodzi piechotą. O ile takie duże pisuary już widywałem i raczej nie są niczym specjalnym to ubikacji kucanej jeszcze chyba na żywo nie widziałem :)

 

 
Leave a comment

Posted by on 01/31/2012 in Podróże

 

Tags: , ,

Japonia, dzień 1 – Kobe

Mój obecny klient wysłał mnie na dwa tygodnie do Japonii aby pomóc oddziałowi firmy w uruchomieniu nowej strony internetowej. Oczywistym jest że korzystam z takiej okazji i pozwiedzam troszkę Japonię :)

Leciałem z Londynu do Osaki z przesiadką w Paryżu. Przy odprawie poprosiłem panią o miejsce przy oknie jako że chciałem popstrykać trochę zdjęć z samolotu. Pani zapytała czy nie przeszkadza mi miejsce przy wyjściu awaryjnym. Na co ja odparłem że nie, aby tylko było przy oknie. Jak się później okazało moje “miejsce przy oknie” nie do końca było takie jak ja sobie wyobrażałem. Okno było, a jakże ale za moim siedzeniem. Do tego nie było siedzenia przede mną więc nie miałem stoliczka ani monitorka w zagłówku przed sobą tak jak wszyscy inni. Zacząłem się lekko podłamywać ze będzie to baaaaardzo długi lot. Pomyślałem sobie że gorzej to już chyba trafić nie mogłem. Wystartowaliśmy i chwile później okazało się że jednak może być gorzej. Zaczęło mi coś kapać na głowę. Tu już mnie coś po prostu trafiło (dosłownie). Zagadnąłem najbliższa osobę z obsługi a ten wytarł chusteczką zbierające się nade mną krople wody i przyniósł mi zapas papierowych chusteczek żebym sobie później sam wycierał. Po czym magicznie z oparcia mojego fotela ze spodu wyciągnął telewizorek na małym wysięgniku a z górnej części tegoż samego oparcia, mały rozkładany stoliczek. Świat znowu stał się piękny :)

 

Wbrew pozorom taki kilkunastogodzinny lot może być całkiem produktywny. Przeczytałem od deski do deski Haruki Murakami – Po zmierzchu, obejrzałem w tragicznej jakości i z jeszcze gorszym dźwiękiem Cowboys and aliens, Super 8 i Real Steel. Musze przyznać że mają całkiem, niezły wybór filmów. Teraz co prawda padam na pysk z niewyspania bo w samolocie, autobusie czy innym pociągu bardzo trudno mi zasnąć.

Wylądowałem w Osace.

Z Osaki do mojego celu czyli Kobe jest bezpośredni autobus co jest ładnie oznaczone. Za to już znalezienie zarezerwowanego hotelu w Kobe to był nie lada wyczyn. O ile nazwy ulic czasami tutaj mają tak już numeru budynku nie widziałem ani razu. Adres hotelu z email’a rezerwacyjnego oczywiście taki numer posiada :)  Szukając drogi zaczepiłem kilka osób włączając w to trzech bardzo roześmianych policjantów. Nie znali ani jednego słowa po angielsku ale za to cieszyli się cały czas podczas gdy próbowali mi wytłumaczyć gdzie mam iść.
Najbardziej pomocny okazał się jakiś młodziak z iPhonem. Koniec końców hotel znalazłem, ale jak się okazało rezerwacje mam od godziny 15 a ja tam dotarłem lekko po 12. Nie ma rady trzeba było poczekać. Ku mojemu zdziwieniu okazało się że w hotelu w ogóle nie mają wifi :/ Całe szczęście że jest internet po kablu w pokoju.

Pierwsze spostrzeżenia co do Japonii:

  1. Wszyscy maja wielgachne kolorowe, błyszczące komórki, albo iPhony.
  2. Jestem w centrum miasta a jest tu tak cicho i spokojnie jakbym był na wsi. Samochody jeżdżą ale są jakies jakby cichsze niż gdzie indziej.
  3. Spotkałem się już z czymś takim jak strefa niskiej emisji spalin (vide centrum Londynu), ale tutaj w centrum miasta maja strefę nie palenia papierosów! Ciekawe czy to tylko w Kobe czy ogólnie w Japonii to norma.
 

Teraz czas odespać podróż. Jutro do roboty.

Na koniec kilka zdjęć zrobionych z autobusu w drodze z Osaki do Kobe.

    

 
2 Comments

Posted by on 01/29/2012 in Podróże

 

Tags: , , ,

Kto? Co? Dlaczego?

Kto?

Kilka lat temu wywiało mnie z kraju za małą wodę i tak mi się tu na razie dobrze siedzi. Na co dzień rozmawiam z komputerem w jego wielu internetowych językach co pozwala mi realizować moje prawdziwe marzenia. Podróżowanie. Jako że przyjemniej podróżuje się w towarzystwie, kiedy tylko się da zabieram ze sobą swoją lepszą połówkę, Monikę.

Co tu będzie?

Trochę wszystkiego. Głównie o podróżach, mam nadzieję, na ile mi praca pozwoli. Trochę o filmach i innych rzeczach które mnie interesują.

Dlaczego?

Kiedyś niepojętą radością była wyprawa na plac zabaw przy bloku obok, potem na sąsiednie osiedle. Do tego już niezbędny był rower, Pelikan jeżeli mnie pamięć nie myli. Na Wigry 3 nawet zwiedzanie całego miasta (Lublin) i okolicznych wiosek nie było straszne.
Jednak zawsze z zazdrością patrzyłem na starszych kolegów na motorynkach. Od zawsze fascynowały mnie dwa kółka. Teraz sam jestem dumnym posiadaczem motocykla i to właśnie na nim odbywam większość moich bliższych i dalszych wycieczek.
Zawsze chciałem podróżować, najlepiej tam gdzie nie dotarł jeszcze nikt albo tylko niewielu. Dopiero od niedawna mogę realizować swoje marzenie i konsekwentnie to robię :)
Celem tego bloga jest dostarczenie Wam, drodzy czytelnicy, rozrywki jak też i mam nadzieję garści ciekawych wskazówek na temat odwiedzanych przeze mnie miejsc.

 

 
Leave a comment

Posted by on 01/27/2012 in Rozmaitości