Emiraty Arabskie - Dubaj - żar z nieba i wieżowce

Dubaj

Lot z Osaki do Londynu miałem z przesiadką w Dubaju. Taka okazja nie zdarza się często. Grzechem byłoby nie skorzystać. Samolot wylądował w sobotę o piątej rano. Żeby w ogóle móc wyjść z lotniska musiałem wcześniej uzupełnić i wysłać cały zestaw dokumentów wizowych. Na samym lotnisku, z potwierdzeniem wstępnej akceptacji wizy należy udać się do odpowiedniego okienka, w celu uzyskania pieczątki. Tutaj od razu zderzamy się z arabską rzeczywistością. Mężczyźni i kobiety mają oddzielne kolejki i okienka. Z tego co wiem ogólnie nie ma problemów z wizami i na szczęście wszystkie sprawy urzędowe przebiegły gładko. Nie powiem żeby oznaczenia na lotnisku były szczególnie jasne, ale już ludzie są na prawdę bardzo pomocni.

Z lotniska taksówką dojechałem do hotelu, gdzie miałem zarezerwowany pokój, z zaznaczonym wczesnym przybyciem. Doba hotelowa zaczyna się o 14:00, ja byłem w hotelu lekko po 5 rano 🙂 Krótko mówiąc byłem na tyle wcześnie, że i tak musiałem dopłacić za pół doby hotelowej. W ramach zadośćuczynienia konsjerż ulokował mnie w pokoju delux 🙂

  

Wziąłem prysznic, zdrzemnąłem się trzy godzinki i ruszyłem w miasto.

Nowoczesny Dubaj

W recepcji hotelowej polecili mi skorzystać ze specjalnych autobusów turystycznych "BigBus". To był na prawdę dobry pomysł. Płacimy 220 dirham za całodobowy bilet. Po mieście jeżdżą dwie linie BigBus zatrzymując się na specjalnych przystankach. W każdej chwili można z autobusu wysiąść i wsiąść na jakimkolwiek innym przystanku. Odchodzą co pół godziny, więc nie musimy pamiętać żadnego rozkładu jazdy i możemy się skupić na zwiedzaniu.
Południowa część Dubaju jest super nowoczesna, bardzo czysta i korporacyjna. Zacząłem, właśnie od południa, jako że koniecznie chciałem zobaczyć Burj Al Arab. Jeden z przystanków BigBus’a jest przy plaży, z której mamy świetny widok na hotel.

     

Skoro już byłem w Dubaju chciałem zobaczyć jak Burj Al Arab wygląda w środku. Będąc relatywnie blisko stwierdziłem, że przejdę się piechotką. Wszedłem na teren innego hotelu, trafiłem na małą halę targową, zwiedziłem sztuczną "wenecję", a do docelowego hotelu nie dotarłem. Po dłuższej chwili błąkania się stwierdziłem, że nie ma sensu tracić więcej czasu, wróciłem na mój przystanek i ruszyłem dalej w miasto.

     

Wyspy Palmowe

Następnym punktem na trasie mojego autobusu były słynne Wyspy Palmowe. Nie miałem czasu na piesze zwiedzanie wysp, ale jeżeli kiedyś będę miał kolejną taką okazję, myślę że warto by było zajrzeć do akwarium i muzeum mieszczącego się u szczytu głównej gałęzi wysp.

  

Dzielnica korporacyjna

Wieżowce, wieżowce i jeszcze więcej wieżowców. W Dubaju znajduje się najwyższy na świecie biurowiec, Burj Khalifa. Na 124 piętrze jest taras widokowy dostępny dla turystów. Jakież było moje rozczarowanie kiedy dowiedziałem się, że zamawiając sobie bilet wcześniej płacimy 100 dirham (~92 PLN), a kupując go na miejscu, aż 400 dirham (~370 PLN). W pobliżu biurowca jest gigantyczne centrum handlowe, a w jego centrum ogromne akwarium. Testosteron nie pozwolił mi rzucić się w szał zakupów, więc łaziłem w tą i z powrotem robiąc zdjęcia 🙂

        

Arkologia Renraku

To wyjątkowa gratka dla fanów Shadowrun 🙂 Może to nie jest jeszcze arkologia i nie do końca rozmiarami dorównuje tej z przygód z "wesołą SI", ale myślę że to dobry początek. W końcu smoki nie obudzą się jeszcze przez parę lat, więc mamy czas 🙂

 

Północy Dubaj i największy tag złota

Ostatnie kilka godzin tego dnia spędziłem błąkając się po, już nie tak nowoczesnych, ulicach północnego Dubaju. Tutaj bez problemu znajdziemy "prawdziwych" ludzi, jak i dreszczyk emocji. W tej okolicy chciałem odwiedzić Dubai Gold Souk, czyli największy targ złota i biżuterii. Zdjęć niestety nie mam, gdyż za każdym razem kiedy chciałem jedno zrobić, ktoś wybiegał ze sklepu i pokazywał mi karteczkę z zakazem robienia zdjęć. Najwyraźniej każdy sklep ma swoje własne, unikalne wzory naszyjników, kolczyków itp. Potem trafiłem na targ ze wszystkim, począwszy od jedzenia i przypraw, przez garnki i inne urządzenia kuchenno-domowe a kończywszy na viagrze w kryształkach 🙂

           

Na kolację chciałem zjeść jakiś lokalny przysmak. Długo szukałem Shawarmy, ale w końcu znalazłem jakąś podle wyglądającą knajpkę. Zaraz przy głównym wejściu do "restauracji" było okienko gdzie stała spora kolejka autochtonów w oczekiwaniu na swoje shawarmy. Pomyślałem sobie, że skoro miejscowi tu jedzą, to muszą tu serwować dobre jedzenie.
Zasiadłem za stołem, zamówiłem, dostałem, zacząłem jeść. Muszę przyznać, że nie myliłem się w swoim rozumowaniu, bo jedzenie było bardzo smaczne. Gdzieś w połowie posiłku, przeżuwając poprzedniego kęsa wyjrzałem przez okno na już ciemną ulicę. W pewnym momencie zauważyłem ruch na szybie. Karaluch. Spojrzałem na moją shawarmę, na karalucha, na shawarmę... i wziąłem kolejnego gryza 🙂

Rano z hotelu pojechałem prosto na lotnisko i z powrotem do Londynu. Taksówkarze w Dubaju są specyficznymi istotami. Sprawy według nas uznawane za tabu, dla nich są tematem do rozmowy i żartów, ale to już historia na wieczór przy piwku.

comments powered by Disqus