Japonia, dzień 1 - Kobe

Mój obecny klient wysłał mnie na dwa tygodnie do Japonii aby pomóc oddziałowi firmy w uruchomieniu nowej strony internetowej. Oczywistym jest że korzystam z takiej okazji i pozwiedzam troszkę Japonię 🙂

Leciałem z Londynu do Osaki z przesiadką w Paryżu. Przy odprawie poprosiłem panią o miejsce przy oknie, jako że chciałem popstrykać trochę zdjęć z samolotu. Pani zapytała czy nie przeszkadza mi miejsce przy wyjściu awaryjnym. Na co ja odparłem, że nie, aby tylko było przy oknie. Jak się później okazało moje “miejsce przy oknie” nie do końca było takie jak je sobie wyobrażałem. Okno było, a jakże, ale za moim siedzeniem. Do tego nie było siedzenia przede mną, więc nie miałem stoliczka ani monitorka w zagłówku przed sobą tak jak wszyscy inni. Zacząłem się lekko podłamywać że będzie to baaaaardzo długi lot. Pomyślałem sobie, że gorzej to już chyba trafić nie mogłem. Wystartowaliśmy i chwile później okazało się że jednak może być gorzej. Zaczęło mi coś kapać na głowę. Tu już mnie coś po prostu trafiło (dosłownie). Zagadnąłem najbliższa osobę z obsługi a ten wytarł chusteczką zbierające się nade mną krople wody i przyniósł mi zapas papierowych chusteczek żebym sobie później sam wycierał. Po czym magicznie z oparcia mojego fotela, ze spodu wyciągnął telewizorek na małym wysięgniku, a z górnej części tegoż samego oparcia, mały rozkładany stoliczek. Świat znowu stał się piękny 🙂

 

Wbrew pozorom taki kilkunastogodzinny lot może być całkiem produktywny. Przeczytałem od deski do deski Haruki Murakami – Po zmierzchu, obejrzałem w tragicznej jakości i z jeszcze gorszym dźwiękiem Cowboys and aliens, Super 8 i Real Steel. Muszę przyznać, że mają całkiem niezły wybór filmów. Teraz co prawda padam na pysk z niewyspania, bo nie potrafię spać w samolocie, autobusie czy innym pociągu.

Wylądowałem w Osace.

Z Osaki do mojego celu czyli Kobe jest bezpośredni autobus, co jest ładnie oznaczone. Za to już znalezienie zarezerwowanego hotelu w Kobe to był nie lada wyczyn. O ile nazwy ulic czasami tutaj mają, tak już numeru budynku nie widziałem ani razu. Adres hotelu z email’a rezerwacyjnego oczywiście taki numer posiada 🙂 Szukając drogi zaczepiłem kilka osób włączając w to trzech bardzo roześmianych policjantów. Nie znali ani jednego słowa po angielsku, ale za to cieszyli się cały czas podczas gdy próbowali mi wytłumaczyć gdzie mam iść.
Najbardziej pomocny okazał się jakiś młodziak z iPhone'm. Koniec końców hotel znalazłem, ale jak się okazało doba hotelowa zaczyna się od godziny 15, a ja tam dotarłem lekko po 12. Nie ma rady trzeba było poczekać. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że w hotelu w ogóle nie mają wifi :/ Całe szczęście że jest internet po kablu w pokoju.

Pierwsze spostrzeżenia co do Japonii:

  1. Wszyscy maja wielgachne kolorowe, błyszczące komórki, albo iPhone'y.
  2. Jestem w centrum miasta, a jest tu tak cicho i spokojnie jakbym był na wsi. Samochody jeżdżą ale są jakieś jakby cichsze niż gdzie indziej.
  3. Spotkałem się już z czymś takim jak strefa niskiej emisji spalin (vide centrum Londynu), ale tutaj w centrum miasta maja strefę nie palenia papierosów! Ciekawe czy to tylko w Kobe czy ogólnie w Japonii to norma.

 

Teraz czas odespać podróż. Jutro do roboty.

Na koniec kilka zdjęć zrobionych z autobusu w drodze z Osaki do Kobe.

    

comments powered by Disqus