Japonia - Tokyo i oczekiwana "Japonia"

W piątek zakończyłem pracę i wreszcie mogę pozwiedzać kraj kwitnącej wiśni jak prawdziwy turysta. W zeszłym tygodniu dołączyła do mnie moja Monika i dzisiaj razem opuściliśmy Kobe. Zastanawialiśmy się czy pojechać do Nara, jak niektórzy sugerowali w komentarzach. Urlopu długiego niestety nie mam, więc wybór padł na Tokio. Nie chcieliśmy tracić czasu na przejazdy, szukanie hotelu itp.

Shinkansen (bullet train)

  

Z Kobe do Tokio mogliśmy się dostać na wiele sposobów. Wybraliśmy taki, który jest możliwy tylko tutaj, a mianowicie super szybki pociąg Shinkansen. Mieliśmy do przejechania prawie 600km, co nam się udało w niecałe 3 godziny. Myślę że wynik całkiem imponujący. Niestety nie jest to tania impreza, ale z szybkości i komfortu podróżowania byliśmy zadowoleni. W pociągu był dostępny bezprzewodowy internet, ale trzeba było się wcześniej zarejestrować na stronie NTT docomo, gdzie dostajemy hasło umożliwiające połączenie się z internetem w podróży. Małym “szokiem” kulturowym było kiedy konduktor wszedł do naszego wagonu, zatrzymał się w drzwiach, ukłonił i dopiero przystąpił do sprawdzania biletów. Potem zwróciłem uwagę, że za każdym razem jak wychodził z wagonu lub do niego wchodził przystawał na chwilkę przy drzwiach i się kłaniał.
O ile w Kobe było zimno, ale śnieg widziałem tylko raz przez chwilkę, tak w okolicach Nagoya czuliśmy się prawie jak w Polsce. Śnieg całkowicie pokrywał dachy domów i zalegał na ziemi przy drogach.

Tokyo

Nooooo wreszcie. To jest Japonia jakiej się spodziewałem. Dziwność i odmienność na każdym kroku 🙂 Pod wieloma względami Kobe było “inne”, ale nie tak bardzo jak Tokio. Tutaj zaszliśmy do najbliższego sklepu spożywczego i nawet znane nam z polski warzywa wyglądały inaczej.

  

Ruszyliśmy na zwiedzanie okolicy naszego hotelu. Jak się okazało jest to jedna z główniejszych ulic z niezliczoną ilością sklepów, barów i kafejek. Drapacze chmur i ludzie mówiący po angielsku. Dla nas, w Kobe, niemałym problemem było dogadanie się z autochtonami. Błąkając się po okolicy natknęliśmy się na budynek CSS (internetowe geeki zrozumieją :P), małe przedstawienie dwóch gejszy, kamiennego kotka i mangowy samochód 🙂

     

Dzisiejsze zdjęcia udostępnia Monika Chwiejczak 🙂

comments powered by Disqus