Korea Południowa – Seul - dwa pałace

Słowem wyjaśnienia

Wycieczkę zakończyłem kilka tygodni temu, ale jakoś nie było czasu zebrać się i dokończyć wpisów. Z racji długowieczności angielskiej królowej mamy czterodniowy weekend, za co jestem jej niezmiernie wdzięczny. Wolny czas się znalazł, więc postanowiłem dokończyć relację.

Pałac Gyeongbokgung

Mój pobyt w Korei ograniczył się do niecałych trzech dni. Sobota była jedynym pełnym dniem, kiedy mogłem czuć się jak standardowy turysta.

Pierwszym punktem dnia był Pałac Gyeongbokgung. Dojazd nie mógł być łatwiejszy. Stacja metra Gyeongbokgung jest 20 metrów od wejścia do pałacu. Zdecydowanie należy ubrać wygodne buty, pałac rozciąga się na terenie 432 703 m2. Dochodzę do wniosku, że ktoś, gdzieś na górze musi stać po mojej stronie. Wszedłem na plac przed pałacem, i zanim się zorientowałem co i jak okazało się że trafiłem na zmianę warty przy głównej bramie 🙂 Poniżej kilka zdjęć prezentujących wspomnianą zmianę warty. Całemu wydarzeniu akompaniowała "muzyka". Najpierw rozbrzmiewał wielki bęben widoczny na zdjęciu czwartym, potem pan uwieczniony na zdjęciu trzecim (ta czerwona plamka na środku balkonu nad bramą) pokazywał, że wie jak się gra na trąbce, a na koniec piszczały i dzwoniły najprzeróżniejsze trąbki i cymbałki trzymane przez członków parady.

        

Po tym niewątpliwie ciekawym wydarzeniu ruszyłem na zwiedzanie “wnętrza” pałacu. Cudzysłów jest celowy, jako że pałac nie ma znanego nam, europejczykom jednego wielkiego budynku, a raczej jest kolekcją dziesiątków mniejszych i większych domków.
Obficie zastawiony stół na jednym z poniższych zdjęć jest celebracją 60-tych urodzin. Te kolorowe stosy są tak na prawdę fantazyjnie poukładanymi owocami.
Ostatnie zdjęcie prezentuje kamienie w kształcie, chyba nie pozostawiającym wątpliwości. Modlono się do nich, aby zapewnić zdrowie dzieciom, dostatek czy protekcję dla całej wioski lub po pomoc w problemach natury intymnej.

                 

Pałac Changdeokgung

W odległości dziesięciu, czy piętnastu minut piechotą od Gyeongbokgung znajduje się kolejny pałac, Changdeokgung. Dostajemy tutaj kolejną porcję niesamowicie kolorowych i zdobionych budowli na przestrzeni, nie bagatela 500 000 m2. Wszystko było świetnie dopóki nie trafiłem do miejsca zaznaczonego w przewodniku jako "Sekretny ogród". Nie można tam sobie tak po prostu wejść, a trzeba czekać na przewodnika. Zwiedzanie z przewodnikiem odbywa się co pół godziny. Niestety na angielskojęzyczną wycieczkę musiałbym czekać półtorej godziny. Zdecydowałem więc, że dołączę do koreańskiej grupy. Co najmniej pięciokrotnie podchodzili do mnie pracownicy placówki mówiąc, że ta grupa jest po koreańsku, że muszę trzymać się grupy i nie wolno mi samemu odłączyć się i wrócić do wyjścia. Ja z uparciem maniaka powtarzałem, że wiem i że mi to nie przeszkadza, bo ja chcę po prostu zobaczyć co tam jest i porobić sobie zdjęcia. Nikt nie pomyślał aby mnie poinformować ile trwa to zwiedzanie. Na mapce ogród nie wyglądał na szczególnie duży, a z racji tych co-półgodzinnych terminów założyłem iż całe zwiedzanie trwa właśnie jakieś pół godziny. Nic bardziej mylnego. Straciłem tam dokładnie dwie godziny i dziesięć minut. Dla kogoś kto ma tylko jeden dzień na zwiedzanie Seulu to ogromna strata czasu. Wyszedłem stamtąd dość mocno zły, ale szybko stwierdziłem że złość w dalszym zwiedzaniu na pewno mi nie pomoże i ruszyłem dalej w miasto starając się zostawić złość za sobą.

           

Druga część soboty w Seulu jutro 🙂

comments powered by Disqus