Moto-wakacje 2012 – Włochy – 24 godziny w Wenecji

Wakacje zakończyliśmy już tak dawno, że prawie nie pamiętam że w ogóle gdzieś byliśmy. Wpisy na blogu pisałem na bieżąco, ale po powrocie nie było czasu ich zredagować i opublikować. Pod koniec roku wreszcie się czas się znalazł, więc kończymy opis naszych moto wakacji.

Alpy pożegnały nas oberwaniem chmury. Ja, pomimo kondonka przeciwdeszczowego, miałem kałużę w butach, przemoczone spodnie, a nawet majtki. Wątpliwa przyjemność. Na szczęście celem na dzisiaj była Wenecja. Im dalej na południe tym cieplej, mniej chmur i więcej słońca. Do Wenecji wjeżdżaliśmy pufając z gorąca. Jako że dzień był jeszcze młody, po rozbiciu namiotów udaliśmy się na zwiedzanie miasta-wyspy. Wbrew ogólnym opiniom Wenecja wcale nie śmierdzi. Może trafiliśmy na odpowiednią porę roku, a może po prostu to jeszcze nie sezon i nie ma tylu turystów produkujących ton odpadków dziennie. Krótko mówiąc, słońce jasno świeciło, ludzi nie było za dużo i nic nie śmierdziało 🙂

              

Być w Wenecji i nie przepłynąć się gondolą to jak kupić motocykl i trzymać go w garażu 🙂 Nie jest to tania impreza, ale prawdziwy turysta nie odpuści sobie takiej gratki.

        

Zbliżał się wieczór, my byliśmy ostatnimi klientami naszego gondoliera, więc zamiast wrócić do tego samego miejsca z którego wypłynęliśmy, "zawiózł" nas troszkę dalej, na parking dla gondoli. Po drodze wypytaliśmy naszego "kierowcę" gdzie serwują najlepszą wenecjańską kuchnię. Zostaliśmy skierowani do knajpki, gdzie ponoć jadają wszyscy gondolierzy.
Na miejscu kiedy powiedzieliśmy, że jesteśmy z polecenia, kelner/szef nawet nie podał nam menu, tylko zaserwował lokalną specjalność. Na pierwsze danie dostaliśmy wielką miskę małży, a na drugie spaghetti z langustami i krewetami. To wszystko okraszone butelką chłodnego, lokalnego wina. Nasi eksperci w sprawie małży stwierdzili, że były to najlepsze małże jakie do tej pory jedli, a próbowali niejedne.

    

Celem następnego dnia była Chorwacja. Na szczęście jest relatywnie blisko Wenecji, więc był jeszcze czas na małe zwiedzanie przed wyjazdem. Niestety musieliśmy się już zwinąć z campingu. Wjechaliśmy motocyklami tak daleko jak się dało. Na samej Wenecji nie ma ruchu drogowego więc wjechać można tylko na początek wyspy, na parking, później już tylko drogą wodną lub pieszo. Zostawiliśmy motocykle i w ciężkich butach ruszyliśmy na zwiedzanie Wenecji za dnia. Żar lał się z nieba, ale warto zobaczyć to miejsce zarówno za dnia jak i po nocy.

              

comments powered by Disqus