/Moria, Mediolan, katedra, Pinakoteka Brera, it-14

Pierwszy punkt programu - Mediolan

Drugiego dnia podróży dojechaliśmy wreszcie do Mediolanu. Bez problemu znaleźliśmy nasz hotel, niedaleko centralnej części miasta. Mediolan jest stosunkowo mały i wszędzie gdzie warto coś zobaczyć można dojść piechotą. Zostało dzisiaj jeszcze kilka godzin słońca, więc ruszyliśmy na zwiedzanie. Zaczęliśmy oczywiście od katedry Duomo di Milano, której budowę rozpoczęto w XIV wieku, a ukończono wiele, wiele lat później. Jest to jeden z największych kościołów na świecie. Z zewnątrz wygląda niesamowicie, ale dopiero w środku zapiera dech w piersiach. Moje pierwsze skojarzenie było z Tolkienowskim opisem Morii 🙂 Przed wejściem panowie w mundurach wojskowych sprawdzają czy kobiety mają spódnice poniżej kolan, zakryte ramiona i ogólnie czy zwiedzający są odpowiednio ubrani.
Takie kontrole są przy wszystkich większych kościołach, a przy mniejszych zawsze jest wywieszona karteczka z prośbą o zakrycie ramion i nóg przed wejściem do środka. Często zaraz przy wejściu są dostępne za darmo proste, czasami papierowe, chusty do okrycia się.

Jeżeli jesteś miłośnikiem kodu Leonarda da Vinci, lub podobnych historii, zwróć uwagę na szóste zdjęcie. Myślę że znajdziesz tam bardzo ważną wskazówkę 😉

Katedra w Mediolanie
Katedra w Mediolanie
Katedra w Mediolanie
Katedra w Mediolanie
Katedra w Mediolanie
Katedra w Mediolanie
Katedra w Mediolanie
Katedra w Mediolanie
Galleria Vittorio Emanuele II

Z racji że już był wieczór, wszystko było pozamykane, więc co nam zostało to błąkanie się po mieście i podziwianie Mediolańskiego "starego miasta".

Temperatury nawet wieczorem były całkiem wysokie, co sprawia że rozliczne lodziarnie wyjątkowo mocno kuszą swym asortymentem. Jeżeli kupujemy lody na kubeczki (mały – 2 gałki, duży – 4 gałki, itp), to należy brać tyle gałek ile jest oferowane w wybranej opcji. Jeżeli, na przykład wybierzemy opcję z czterema gałkami, ale poprosimy o mniejszą ilość, to i tak zapłacimy za te cztery. Niby nic wielkiego, ale jednak.

Nasz hotel był zaraz na północ od centrum miasta. Gdziekolwiek chcieliśmy się udać musieliśmy przejść przez park "Giardini Pubblici Indro Montanelli". Nie był to zwykły park. W ciągu dnia spotkać tam można było w większości mężczyzn, o kobietę było zdecydowanie trudniej, ale były. Za to wracając przez ten sam park wieczorem, kobiety nie widzieliśmy ani jednej, ani razu. Wręcz przeciwnie, całą masę samotnych siedzących na ławce, lub stojących w parach i rozmawiających mężczyzn. Wyglądało to wszystko co najmniej dziwnie. Teorii co do takiego stanu rzeczy wysnuliśmy co najmniej kilka, ale raczej ich tutaj nie będę przytaczał 😉

Drugi dzień, niestety był dla nas poniedziałkiem, co oznacza że wszystkie muzea są pozamykane. Chcieliśmy zobaczyć muzeum malarstwa włoskiego "Pinakoteka Brera", ale oczywiście było dzisiaj niedostępne. Na szczęście zamknięta była tylko część budynku z wystawą, reszta była otwarta i mogliśmy się po nim spokojnie powłóczyć. Trafiliśmy do obserwatorium astronomicznego, właściwie tylko dzięki naszej ciekawości i temu, że pomimo kręcących się po obiekcie pracowników nikt nie pytał turystów, gdzie się wybierają i co tu robią. Jakiś związek z tym musi mieć fakt, iż w tym samym budynku mieści się jakaś uczelnia i zapewne pracownicy obiektu przywykli już do widoku zagubionych studentów kręcących się bez sensu i celu 🙂

Pinakoteka
Obserwatorium
Obserwatorium
Obserwatorium
Obserwatorium
Drzwi do sali wykładowej
Mediolan
Mediolan
Castello Sforezco
Castello Sforezco
Mediolan
Łuk Triumfalny
Łuk Triumfalny
Mediolan
IMG_2361-3
IMG_2366-2
Mediolan
Łuk Triumfalny

Nie tylko w Mediolanie, ale ogólnie we Włoszech w sierpniu wszyscy wyjeżdżają na wakacje. Dla nas, turystów, oznaczało to, że większość sklepów była po prostu zamknięta. Na drzwiach tychże sklepów i knajpek wisiały karteczki z informacją w stylu "jesteśmy na wakacjach, wracamy ... tutaj widniała data w okolicach końca sierpnia".
Oprócz powyższego, tutaj obowiązuje ta ich sjesta. Nie dojść, że powyjeżdżali na wakacje, to jeszcze ci, którzy zostali sjestują sobie przez pół dnia. Kryzys we Włoszech? Ciekawe dlaczego 😉 Nie kupisz sobie butelki wody w godzinach od jakiejś 14 do około 17. Oczywiście można kupić wodę w każdej restauracji, czy kafejce, ale tam płacimy lekko cztery, pięć razy więcej niż w normalnym sklepie spożywczym.
Schodziliśmy szeroko pojęte centrum Mediolanu w szerz i wzdłuż. Rozglądaliśmy się szczególnie za zwykłymi mniejszymi lub większymi sklepami spożywczymi. Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu znaleźliśmy tylko dwa takie sklepy. W Polsce co krok mamy stokrotki czy inne biedronki. W Londynie co krok są, tak zwane "hindusy". Małe lokalne sklepiki spożywcze. Tutaj ludzie chyba nie gotują w domu, albo jeżdżą gdzieś za miasto do supermarketów. Zastanawia mnie co się dzieje w momencie kiedy mąż wysłany po zakupy zapomniał mleka i zamiast wyskoczyć za róg do zieleniaka po rzeczone mleko, musi znowu wybierać się na godzinną wycieczkę do supermarketu za miasto.

Na koniec mała ciekawostka. W niedzielę trafiliśmy na imprezę seniorską w parku. Rozstawiony wielki, biały namiot, DJ na jednym końcu, reszta namiotu zajęta przez lekko 50 osób, ze średnią wieku nas obojga razem wziętych, wywijających do rytmów boogie woogie 🙂

Boogie Woogie
Boogie Woogie
Boogie Woogie

Dziwny ten świat

Nazywam się Wojtek Kosiński i nie mogę żyć bez podróżowania... i komputerów

Szukaj

Ostatnie wpisy