USA - Nowy Jork i Lexington

Reszta pobytu w Nowym Jorku minęła na pracy. Kilka wolnych chwil spędziłem oczywiście na zwiedzaniu. Nie mogłem nie zobaczyć Central Parku, zwłaszcza że hotel był w odległości zaledwie trzech przecznic.

Central Park


Pierwsze wrażenie, niezbyt pozytywne z powodu nieznośnego zapachu końskiego łajna. Na szczęście nie w całym parku, a głównie przy bramach wjazdowych. Podobno przyczyną tego są te romantyczne dorożki z konnym zaprzęgiem, których jeździ po parku całkiem sporo.

W parku jest ogromna ilość skał wystających z ziemi i wielkich głazów, na których ludzie uwielbiają siedzieć. Oprócz zadbanych i mocno uczęszczanych alejek, są też i takie bardziej zarośnięte, na których można się poczuć jakbyśmy spacerowali w lesie. Idąc jedną z takich alejek natknąłem się na trzech starszych panów siedzących na ławeczce. Kiedy przechodziłem, jeden z nich skomplementował mojego t-shirt'a. Grzecznie podziękowałem i skomentowałem ciekawy zapach pewnego specyficznego zioła. Pan się rozpromienił i gorąco zapraszał abym się do nich przyłączył. Nie skorzystałem z propozycji gdyż, ponieważ, bo niezmiernie się spieszyłem ;)
Wieczorem bawiłem się na firmowej kolacji, gdzie po raz pierwszy jadłem lody o smaku oliwy z oliwek, dziwne.
















Lexington

Po dwóch dniach w Nowym Jorku poleciałem do Lexington w stanie Kentucky. Tam znajduje się główna siedziba firmy. Mój dwudniowy pobyt ograniczył się wyłącznie do pracy. Lexington słynie ze swoich stadnin i targów koni. To taki odpowiednik naszego, ostatnio wyjątkowo sławnego Janowa Podlaskiego. Akurat w czasie mojego pobytu odbywały się tam jakieś imprezy, ale niestety musiałem szybko wracać i nie miałem możliwości w nich uczestniczyć.
Najsmutniejsze jest to, że nawet nie było okazji zjeść w KFC. W końcu byłem w domu Kentucky Fried Chicken :(


Rezerwując lot powrotny cieszyłem się na 6-cio godzinną przerwę w Detroit. Myślałem, że wyjdę z lotniska i zwiedzę trochę to, niegdyś "samochodowe" miasto. Każda jedna pytana osoba, bez wyjątku, gorąco odradzała taką przygodę. Podobno Detroit to ruina i trzeba by jechać ponad godzinę z lotniska, aby dotrzeć w bezpieczne i warte zobaczenia okolice.
Skończyło się na tym, że siedziałem na lotnisku, czytałem książkę i przyglądałem się wygłupom dwóch małych wróbli mieszkających na podwieszanym suficie.
























Podsumowanie

  • W hotelach sprzątaczki wykręcają klimatyzację na 18 stopni C. Wracając do takiego pokoju trzęsłem się z zimna przez kilka minut, zanim powietrze się znowu zagrzało. Najwyraźniej Amerykanie są do tego przyzwyczajeni, bo w biurze było tak samo zimno, a oni uważali, że jest nawet za ciepło.
  • Te niesławne szpary przy drzwiach w publicznych toaletach są prawdą! Strasznie dziwne jest to uczucie, że w każdej chwili ktoś może zobaczyć co robi lokator kabiny. Pytałem się autochtonów o co z tym chodzi. W odpowiedzi usłyszałem, że ponoć w hurtowniach dostępne są kabiny ze szparami, a także i takie bez szpar. Po prostu te "z" są tańsze i dlatego są wybierane. Dlaczego niby miały być tańsze już nie potrafili wytłumaczyć.
  • Kilkakrotnie miałem raczej wątpliwą przyjemność jechać taksówką, zarówno w Nowym Jorku jak i w Lexington. Te samochody w środku wyglądają strasznie. Albo wszystko jest w pseudo skórze, albo wyściełane grubą wykładziną. Cała część dla pasażera jest zrobiona niejako na jedno kopyto. Nie wygląda to dobrze. Ogólnego doświadczenia nie poprawiają sami taksówkarze. Układ ulic w NY jest banalnie prosty. Dwa razy musiałem wyciągać telefon z mapami Google, aby pokazać gdzie chcę jechać. Po jednym dniu pobytu, gdyby ktoś mi podał adres wiedziałbym mniej więcej ile czasu potrzebuję i jak dotrzeć na miejsce, a te pacany nawet tego nie potrafili ogarnąć.
  • Nigdzie indziej na świecie nie widziałem takiej ilości poobijanych, podrapanych i powgniatanych samochodów jeżdżących po ulicach. Domyślam się, że z racji iż są one tam takie tanie, po prostu ludzie o nie nie dbają.
  • Przez ten niecały tydzień pobytu, prawdopodobnie mógłbym policzyć na palcach obu rąk ile razy kierowcy włączali kierunkowskaz przy skręcaniu. A to jeszcze nie jest najgorsze. Szczególnie w Nowym Jorku ludzie po prostu nagle stają na bocznym pasie blokując wszystkich za sobą. Inni trąbią i się wkurzają, a stojący delikwent ma wszystko bardzo głęboko w mniej szlachetnej części pleców.
  • Gdy chodziłem po mieście ani razu nie minęła nawet minuta żeby ktoś na kogoś nie trąbił. Nieważne, że zielone światło zapaliło się pół sekundy temu. Już wszyscy na siebie trąbią.
  • Strasznie męczący są ludzie zbierający pieniądze na ulicy. A zbierają na wszystko, począwszy od najprzeróżniejszych organizacji charytatywnych, kończywszy na boiskach do kosza dla lokalnej społeczności. Nie obchodzi ich fakt, że jestem turystą i nie mam ochoty wspierać ich lokalnych inicjatyw. Do tego wszyscy chcą "tylko" 20 dolarów.
  • W porównaniu do Japonii, tutaj brak mi jakiegoś takiego ogólnego porządku i zorganizowania. Wszystko jest tak na zasadzie "jakoś to będzie".

Jakoś tak to podsumowanie nie brzmi zbyt pozytywnie, ale takie po prostu było moje pierwsze wrażenie. Tak czy inaczej, chętnie odwiedzę Nowy Jork ponownie.

Część 1: USA - Nowy Jork
Część 2: USA - Nowy Jork i Lexington

comments powered by Disqus