USA - Nowy Jork

Skłamałbym mówiąc, że nie czekałem na taki wyjazd. Nigdy w Stanach nie byłem, a zawsze chciałem odwiedzić ten jakże gloryfikowany wszędzie kraj. Nadarzyła się wreszcie okazja wyjazdu z pracy. Dwa dni w Nowym Jorku, potem dwa dni w Lexington, Kentucky.
Lot przebiegł bez szczególnych rewelacji. Po wylądowaniu na lotnisku w Newark i postawieniu stopy na amerykańskiej ziemi, chciałem aby pierwsze zdjęcie było adekwatne do sytuacji. Maszerując korytarzami lotniska w kierunku kontroli granicznej, natknąłem się na duży, lśniący, podręcznikowo amerykański napis "Welcome to United States of America". Rozejrzałem się dookoła, nikogo nie było poza kilkoma moimi współpasażerami, jeden z nich nawet właśnie ustawiał się do selfie. Wyciągnąłem telefon, włączyłem aparat i już miałem robić zdjęcie, gdy ktoś mnie delikatnie postukał w ramię. Był to facet z obsługi lotniska pokazujący palcem duży znak zakazu robienia zdjęć. Wystarczyłoby żeby zrobił to dwie sekundy później, a już bym miał fajne zdjęcie, ale niestety nie udało się :( Niezadowolony poszedłem dalej.

Wylądowałem po godzinie 20, zanim przeszedłem przez wszystkie punkty kontroli zrobiła się 21. Mój hotel był w Nowym Jorku, więc jeszcze musiałem się tam jakoś dostać. W informacji dowiedziałem się, że transport taksówką z Newark do mojego hotelu będzie kosztował w okolicach 60-80 dolarów, za to bus rzekomo jadący pod mój hotel, to zaledwie $21. Oczywiście zdecydowałem się na busa, jako że zostałem zapewniony iż maksymalny czas oczekiwania to 30 minut. To by było na tyle teorii. W praktyce czekałem 45 minut, po czym mnie i kilku innych pasażerów zaprowadzono do busa. Tam się okazało, że bus jest zamknięty, a kierowcy nigdzie nie ma. Po jakichś 10 minutach wreszcie kierowca się znalazł i mrukliwym głosem "poprosił" nas o bilety. Sprawdzanie biletów i usadzanie pasażerów zajęło kolejnych kilka minut. W efekcie ruszyliśmy po godzinie, czyli równo dwa razy dłużej niż ten obiecywany, maksymalny czas oczekiwania. Nie byłem zbyt szczęśliwy tym obrotem wypadków, gdyż mój pobyt w NY będzie bardzo krótki i chciałem każdą wolną chwilę wykorzystać na zwiedzanie, a nie bezproduktywne czekanie.
Niemniej wieczorem wyszedłem na miasto, jako że w końcu Nowy Jork to podobno miasto, które nigdy nie śpi. Chciałem się sam o tym przekonać i zdecydowanie muszę się zgodzić z tym stwierdzeniem. Do hotelu wróciłem mocno po północy, a ludzi na ulicach nadal było sporo. Nie przedłużając, kilka zdjęć z wieczornego zwiedzania.








W sobotę z rana ruszyłem w miasto z pełnym ekwipunkiem turysty. Tydzień wcześniej zakupiłem bilety na wyspę gdzie stoi Statua Wolności. Niestety już było za późno, aby wejść do środka i jedyne dostępne bilety były na sam prom na wyspę. Potem Empire State Building, aby zobaczyć panoramę miasta. To tyle jeżeli chodzi o wcześniejsze rezerwacje, dalej chodziłem po publicznie dostępnych miejscach, gdzie nie potrzebne były żadne bilety.








Statua Wolności








Financial District













Most Brookliński



Empire State Building i okolica










Grand Central Terminal i okolica






Times Square







Część 1: USA - Nowy Jork
Część 2: USA - Nowy Jork i Lexington

comments powered by Disqus